Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Obsługa odbiorców - Frontem do klienta

Pracownicy Zakładu Zbytu Energii w Białogardzie (koniec lat 40-tych)Jak wiemy, do 1958 roku sfera sprzedaży energii oddzielona była organizacyjnie od przesyłu (sieć) i produkcji (elektrownie). Zakład Zbytu Energii podlegał bezpośrednio odpowiednim strukturom w Okręgu: do 1951 r. - Szczecińskiego, a później - Poznańskiego. Działał niezależnie, ale jakby nieco na uboczu spraw energetyki.

Tu dominowali „wielcy": elektrownia w Białogardzie i Zakład Sieci, któremu dyrektorował Marian Orłowski. W 1958 r. Zakład Zbytu wcielono do nowo powstałego ZE-Białogard, przejmując tym samym nowe zadania, w tym - całą obsługę księgową sprzedaży, wystawianie rachunków, inkasowanie należności za prąd. „Zakład Zbytu Energii" przekształcił się w „Dział Zbytu Energii".

Tak zwaną techniczną obsługą odbiorców -czyli instalowaniem liczników, ich wymianą i konserwacją, wydawaniem warunków technicznych przyłączeń, zajmowali się monterzy z Rejonów Zakładu Sieci - to jeszcze przed fuzją z 1958 roku i jakiś czas po niej również. Nie było to jakoś unormowane organizacyjnie, wynikało raczej z utartej praktyki.

Później zdecydowano uporządkować te kwestie. Oddzielono w odrębnych komórkach organizacyjnych sferę handlu energią i obsługę techniczną, a w tej drugiej uwzględniono także gospodarkę licznikami energii. W tej materii korzystano dotąd z usług ponadregionalnej licznikowni w Maszewie. Teraz należało stworzyć taką jednostkę na miejscu.

Organizowaniem działu Technicznej Obsługi Odbiorców zajmował się w ZE Aleksander Firmanty, a licznikowni w Białogardzie - Józef Cieślak: - O stanowisko szefa powstającej licznikowni ubiegał się były kierownik licznikowni w Maszewie Czesław Niziołek - wspomina J.Cieślak. - Ja byłem jego prawą ręką.

Lokalizację dostaliśmy w Białogardzie przy ulicy Klonowej, tam, gdzie później przeniósł się Rejon, a wówczas miały swoją siedzibę Warsztaty Transformatorowe. Wydzielono nam pomieszczenia i zaczęliśmy wszystko urządzać.

Wielkie drewniane i stalowe stoły musieliśmy wciągać przy użyciu bloczków i lin na trzecie piętro przez okno. Schodami się nie dało - zbyt wąskie i kręte. Jeden ze stołów zleciał nam z wysokości i rozbił się o ziemię. To był, o ile pamiętam koniec lat pięćdziesiątych.

Najpierw urządziliśmy samą licznikownię, zainstalowaliśmy stoły do legalizacji, przygotowaliśmy pomieszczenia do mycia i szorowania liczników, na warsztat, magazyn... Franciszek Szczerbicki, Zdzisław Wudkowski, cała ekipa... Ja tam byłem mistrzem. To był Dział Przyrządów Pomiarowych i licznikownia.

Wszystkie instalowane liczniki były poniemieckie, z tym, że za moich czasów pojawiły się już pierwsze polskie ze Świdnicy, takie okrągłe, niestety łatwe do obejścia dla chcących kraść prąd. Później je modyfikowano i stały się całkiem niezłe.

Zdzisław Czachorowski i Maria Dudzińska pracowali w licznikowni w tych latach. - Pracowałem tam cztery lata. Czyściłem stare liczniki, malowałem je, reperowałem, myłem, oliwiłem...


1 Od kręciołka do komputera