Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Coś z niczego ...

Dyr Samusz (pierwszy z lewej)...Swoistym fenomenem było to, że energetykę białogardzko - koszalińską uruchamiali, odbudowywali i obsługiwali w pierwszych latach ludzie zupełnie surowi, w swej masie nie mający zielonego pojęcia o elektryczności i technice energetycznej. Niektórzy coś tam wcześniej liznęli z teorii, inni zetknęli się z tymi sprawami w praktyce, pracując w przedsiębiorstwach elektrycznych, nawet nieliczna, tzw. „kadra inżynieryjno -techniczna" to byli ludzie określani tak na wyrost.

Nie dziwi więc, na przykład, błyskawiczna kariera inż. Stanisława Samusza, który pojawiwszy się w Zakładzie na początku lat pięćdziesiątych tuż po studiach na Politechnice Warszawskiej, natychmiast awansował na Głównego Inżyniera ZSE. Równie szybkie ścieżki awansu czekały na młodych techników.

Czesław Wasiluk, budowlaniec, pierwszą rzeczą jaką musiał zrobić po przyjściu do Zakładu w 1949 roku, to pokazać ludziom „jak murarz trzyma kielnię". Sporo tych kursów było - organizowanych centralnie, w Okręgu Energetycznym i na miejscu - teoretycznych i praktycznych.

Pierwszymi nauczycielami polskich monterów byli (mowa o tym też w innym miejscu) fachowcy Niemcy. Zostawili Polakom sporo bezcennej wiedzy praktycznej, głównie procedur obsługi urządzeń energetycznych. Ci z kolei, przekazywali tę wiedzę swym młodszym kolegom. - Fachowcy wykuwali się w tej pracy - twierdzi Piotr Bindas. - Uczyli się jeden od drugiego, a dokształcali na kursach fachowych


1 Pęd do wiedzy
2 Smarkacze i złote rączki