Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Zakład i polityka Prąd dla Rosjan...

Po wojnie, duże jednostki wojsk rosyjskich pozostały skoszarowane na terenie Pomorza Zachodniego. W zasięgu ZE-Koszalin były to jednostki w okolicach Szczecinka (Borne Sulinowo), Kołobrzegu (Bagicz) i Białogardu. Zakład dostarczał energię, Rosjanie regularnie za nią płacili i tu żadnych zadrażnień nie było zresztą kwestie płatności regulowane były na szczeblu rządowym. Z technicznego punktu widzenia jednostki rosyjskie były bardzo wygodnym dla ZE klientem - jeden licznik na wejściu, prosty rachunek i jednoznaczne kwoty. Z drugiej jednak strony, kłopotów przysparzały nierozstrzygnięte nigdy do końca kwestie własności urządzeń energetycznych na terenie jednostek i dostępu do nich polskich brygad monterskich.

- Myśmy mieli przede wszystkim kontakt z rosyjskim kwatermistrzostwem, które stacjonowało w Bornem - opowiada Jan Ortmann (RE Szczecinek).- Z jednostkami liniowymi te kontakty były sporadyczne. Stosunki były poprawne, do żadnych tam specjalnych awantur nie dochodziło. Tradycyjna „słowiańska przyjaźń " też bywała kultywowana... Kiedy u nas wszystko na kartki było, to pytali: „a kartki masz?" No przydałyby się - odpowiadali nasi. I wracali obdarowani cennymi kwitami.

Nasi monterzy wjeżdżali tam na podstawie imiennych wykazów okresowo weryfikowanych przez SB. Parę razy zdarzyło się, że naszych zatrzymała rosyjska żandarmeria, coś tam nawywijali... Musiałem interweniować, by ich zwolniono. Przy pracy też monterów zatrzymywano. Raz, pamiętam, po licznych przerwach w dostawie prądu, jeszcze raz trzeba było wjechać do Bornego i coś tam poprawić i jak jeden z wojskowych rosyjskich usłyszał, że któryś z monterów przez radiotelefon mówi „wyłącz Borne Sulinowo", to nie zdzierżył i wszystkich naszych do aresztu kazał wsadzić.

Trzeba było tłumaczyć itd.. ale się wyjaśniło w końcu...
Ciekawa rzecz, Rosjanie zawsze niechętni byli do zostawiania jakichkolwiek śladów na papierze. Nawet jak była potrzeba kontaktów, woleli ustnie wszystko załatwiać.
Końcówka ich pobytu tutaj była zabawna. Zawsze skrupulatnie płacili za energię. Jeden licznik na całe miasto, oni podpisywali, a my po obliczeniach rachunek wysyłaliśmy do Warszawy. Stamtąd na nasze konto spływały pieniądze.

Tymczasem pod koniec, coś zaczęło szwankować. Zadzwonił do nas gość z przedsiębiorstwa „Marko", które pośredniczyło w rozliczeniach i płaciło nam za ten prąd i mówi, że na razie nas kredytuje, ale przestanie, bo Rosjanie jemu nie płacą... Jak pan chce - mówi -niech pan tam jedzie do nich i sprawę załatwia. Zamówiłem się tam u dowództwa i pojechałem... Zaprowadzili do szarży i ja od razu z grubej rury: Przyjechałem tu, żeby powiedzieć, że wyłączamy prąd dla Bornego... Cooo?? Ty chyba niepoważny - on na to... Całkiem poważny - mówię... Ale dlaczego? - pyta. Bo nie płacisz za prąd... Jak to nie? A poza tym tu są dzieci, przedszkole, piekarnia... Zaraz - ja na to, - a gdyby wojna była to byś sobie poradził? No, poradziłbym sobie - odpowiada... No to traktuj to jako wojnę... Wtedy on za słuchawkę chwycił, zadzwonił gdzieś i mówi, że za trzy dni odpowiedź da... Minęły trzy dni i dzwoni facet z „Marko"i oznajmia, że uruchomione zostało finansowanie... Tak sobie myślę teraz, że dziesięć lat wcześniej nie byłbym chyba takim bohaterem...