Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Zakład i polityka Prąd dla wsi ...

W początkach lat 50-tych w ramach „łączności miasta ze wsią", wysłali nas -inżyniera S. - drugą co do ważności osobę w Zakładzie, mnie i panią Muszalikową do wsi Kołacz w okolicach Połczyna Zdroju - wspomina Zenon Przewoźny. - Jechaliśmy samochodem. Mieli tam na nas czekać ludzie. Przyjeżdżamy, nie ma nikogo. A na tym placu stała „sławojka", taki ustęp z serduszkiem. I inżynier S. poszedł do tego przybytku. Po jakimś czasie wraca, i jeszcze się zapinając mówi: „No, ja już swoje zrobiłem - możemy jechać z powrotem".

Trochę w krzywym zwierciadle, ale pokazuje ta anegdota prawdę o „akcyjności" w owych czasach. Bo aspekt polityczny i propagandowy w akcjach typu „łączność miasta ze wsią" rzeczywiście dominował. Ale i miały one wymiar realnej pomocy - twierdzi Bronisław Tablewski. - Pamiętam na przykład takie wyjazdy do Batynia. Jeździliśmy w niedziele. W szkole odbywały się występy kulturalno - rozrywkowe, a nasi w tym czasie uruchamiali wiejskie wodociągi. Cele tych wypraw - wiadomo, polityczne, ale zawsze coś miejscowa ludność zyskiwała, jakieś naprawy, instalacje itp.

Dużego zaangażowania od energetyki wymagała zainicjowana w 1948 roku wielka ogólnokrajowa akcja elektryfikacji wsi. Co prawda, główny wysiłek skierowano na obszary słabo zelektryfikowanej wschodniej i centralnej Polski, ale i w regionie koszalińskim było co robić. Ruszyła kolektywizacja, a jednym z instrumentów wspierania uspółdzielczania wsi była właśnie elektryfikacja. W latach 1948-56 na obszarze tzw. wielkiego województwa koszalińskiego, powstało łącznie prawie 500 spółdzielni produkcyjnych. Wszędzie, gdzie je tworzono, potrzebny był prąd, także tzw „siła", podstawa mechanizacji rolnictwa, zwłaszcza działalności hodowlanej. Był to też argument, mający przyciągnąć do spółdzielni jak najwięcej nowych członków - ,,wy do spółdzielni, my wam światło".

Często jeździłem na wieś na odbiory instalacji -wspomina Antoni Jędral. - Włączaliśmy napięcie i wyłapywało się usterki. Potem był drugi, ostateczny odbiór. Byli tam przedstawiciele Wydziałów Rolnictwa PWRN, ktoś z „Eltoru"... Wszyscy rolnicy dostawali prąd dwufazowy i jeden punkt świetlny. Ze dwóch wytypowanych rolników dostawało także „siłę".

Anatol Kowalewski również uczestniczył w pracach na wsiach: - Kiedy podłączyliśmy w jakiejś wsi prąd, to oni nas nie wypuszczali. Byli szczęśliwi, że mają światło. Poili nas i karmili do upadłego... Wesoło było...W 1956 roku spółdzielczość produkcyjna rozsypała się jak domek z kart, ale elektryfikacja wsi trwała nadal. Jeszcze w latach 70-tych i 80-tych nie wszystko było w tym względzie zrobione. Opowiada o tym Tadeusz Żyliński: - Prowadziłem nadzór z ramienia ZE nad inwestycjami elektrycznymi w terenie. Głównie chodziło o modernizacje sieci wiejskich. Przy okazji tych prac sporo ludzi dostało po raz pierwszy prąd, na przykład w koloniach: Biela, czy Drezno k/Białego Boru. Zaczęliśmy wtedy masowo instalować nasłupowe stacje transformatorowe.