Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Zakład i polityka Polityka i partia

Samochód Propagandowy Energetyki w dniu  1-go Maja (1948 r)Bieżąca polityka w czasach PRL-u miała wpływ na Zakład, ale - jak zauważa Tadeusz Barów (były sekretarz POP PZPR przy ZE), „technika i gospodarka szły swoim torem". Pogląd ten zdaje się potwierdzać Edward Czaja, dla którego dowodem na to, że Zakład generalnie oparł się zapędom politycznym jest fakt, że na przestrzeni tych ponad 50. lat funkcjonowania, w Zakładzie Energetycznym Koszalin nie doszło do jakichś „idiotyzmów i bzdur, kosmicznych przedsięwzięć, które wielu innych dotknęły". To tak, oczywiście, patrząc globalnie na rozwój i dokonania Zakładu, bo w tzw. codziennym życiu, wpływ polityki i uciążliwości z nią związanych odczuwano niekiedy boleśnie.

Na przykład sprawa nakłaniania, dziś powiedzielibyśmy - molestowania, do zapisania się do partii: - To już się zaczęło na początku lat pięćdziesiątych, pracowałem wówczas w elektrowni - wspomina Józef Cieślak. -Nieustannie agitowano, żeby wstąpić do partii. Sekretarzem POP był Bogaczyński, mój kolega z technikum. Jak stał się funkcyjnym, to skończyło się kolegowanie. Teraz to już tylko oficjalnie per „wy" się do mnie zwracał... Wykręcałem się jak mogłem, ale w końcu mnie do tej partii zapisano, sam nie wiem jak to się stało...

Z przynależnością do PZPR z reguły łączyły się mniejsze lub większe profity. Traktowano je jako dodatkową zachętę: - Mówili mi, że jak się zapiszę do partii to dostanę lżejszą i czystszą robotę - opowiada Jan Skuba, tokarz. - Nachodzili i nachodzili, ale ja lubiłem swoją pracę i tylko wzruszałem ramionami na te ich perswazje.

Sprawa przynależenia bądź nie, miała wpływ na karierę zawodową i awanse zwłaszcza przedstawicieli kadry technicznej. Mówi o tym Piotr Bindas: - Mnie dali spokój, bo może jako zwykły elektromonter zbyt mało znaczyłem. Ale pamiętam kierownika placówki w Gościnie Pawła Krysiaka. On na początku lat sześćdziesiątych przeszedł do Kołobrzegu. W czasie wojny służył u generała Maczka. Nie szarpali go w związku z tym, nie oskarżali, ale był to jakiś „hak". Przez kilka lat go gnębili, żeby się do tej partii zapisał, „dla świętego spokoju" -jak mówili. „Zapisz się, boś fachowiec, będzie ci łatwiej...".