Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Zmagania z przyrodą .. Gościno 1989:pechowy piątek ,trzynastego..

Stefan Smogur„Od tego czasu zacząłem wierzyć w pechowe piątki trzynastego..." - twierdzi Stefan Smogur. Był specjalistą od spraw „przekaźników, zabezpieczeń i automatyki", a niesprawność tych właśnie urządzeń spowodowała katastrofę w GPZ Gościno w dniu 13 października 1989 roku.

Zawiodły baterie akumulatorów dostarczające prąd przekaźnikom sterującym awaryjnym wyłączaniem linii. Później okazało się, że z jednego z dwustu połączonych ze sobą szeregowo akumulatorów wyciekł elektrolit. Powstała więc przerwa w obwodzie i bateria stała się bezużyteczna. - To był makabryczny widok - opowiada Lech Kukieła, - Wybuch wyłącznika olejowego zniszczył dach budynku... Siła eksplozji uniosła go w górę. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, co to łuk elektryczny... sześć tysięcy stopni, temperatura plazmy... potworna siła... I jak taki łuk oddziaływuje na olej... rozkłada go, powstaje gaz, do tego jonizacja powietrza... i wszystko to razem wybucha...
- Przypadek Gościna to była „siła złego na jednego" - twierdzi Stefan Smogur. - Zaczęło się od pomyłki łączeniowej.

Brygada pogotowia energetycznego spowodowała niechcący trójfazowe zwarcie na linii 15 kV nieopodal GPZ. A potem to już wiadomo... Niesprawna bateria, brak reakcji przekaźnika i ponad 9 minut pracy transformatora na zwarcie i w końcu eksplozja wyłącznika.... Efekt - zniszczony budynek GPZ i spalony transformator 110/15 kV. Dlaczego siła złego...? Bo w tym czasie prowadzony był remont akumulatorowni - malowanie, wymiana podłogi itp... Na czas remontu baterię akumulatorów będącą na wyposażeniu GPZ-u wyniesiono, a obiekt pracował na baterii zastępczej, prowizorycznej, obliczonej na krótkotrwałe funkcjonowanie.

Była to bateria starszego typu - metalowa i zasadowa, z dwukrotnie większą ilością ogniw (około 200). Remont zaczął się w czerwcu i planowany był na jakieś 2-3 tygodnie. Potem jednak sezon urlopowy i jakoś tak się to przedłużyło do października. Tymczasem, w obudowie jednego z akumulatorów zrobiła się dziura i wyciekł z niego elektrolit. Trudno dziś stwierdzić, czy trwało to jakiś czas, czy stało się nagle. Tu jeszcze jest kwestia kontroli stanu baterii, do której zobowiązana była obsługa GPZ i nadzoru służb przekaźnikowych...

GPZ Gościno był ważnym punktem systemu energetycznego, ale już nie tak newralgicznym, jak np. w latach 50-tych, gdy od Gościna zależał cały Kołobrzeg. Zaskakującym zbiegiem okoliczności, dokładnie w dniu awarii. Zakład Energetyczny Koszalin uruchamiał nowy GPZ w Ustroniu Morskim.
- Byłem właśnie na odbiorze GPZ Ustronie, gdy „dostałem cynk", że Gościno się pali - wspomina Stanisław Radzikowski (kierownik RE-Kołobrzeg). - Trzeba było wtedy szybko pomyśleć, jak zapewnić ludziom prąd.... Wysłaliśmy w teren wszystkie dostępne brygady, które dokonywały błyskawicznych prowizorycznych przełączeń... W miejscach skrzyżowań linii robiło się mostki...

Stefan Smogur: - Po południu ruszył GPZ Ustronie. W sumie ludzie nie odczuli skutków awarii. Udało się szybko dostarczyć prąd z pominięciem GPZ Gościno. Duża w tym zasługa Radzikowskiego, jego znajomości sieci... „Z kapelusza" wydawał trafne dyspozycje, gdzie i jak połączyć linie, gdzie zmostkować... Byłem pełen podziwu...
Równocześnie podjęto prace nad przywróceniem sprawności GPZ Gościno. Głównym problemem była naprawa wypalonego transformatora. Remonty przeprowadzało się albo u producenta, albo w specjalnych wydzielonych warsztatach na szczeblu Okręgu. To by jednak trwało długo - demontaż, transport, naprawa... Zdecydowano więc, że naprawa zostanie dokonana w miejscu awarii.

To była pierwsza tego typu naprawa w Polsce - opowiada zaangażowany w tamte wydarzenia Emil Strucki. - Stworzyliśmy krajowy precedens. Cały układ elektryczny transformatora był spalony, ale samo uzwojenie ocalało. Pełno sadzy i czarnego, spalonego oleju. Dźwigiem wyciągaliśmy kadzie. Potem czyszczenie tego wszystkiego. Wymieniliśmy olej, ułożyliśmy nowe przewody i łącza. Zajęło to nam dwa dni ciężkiej pracy...

Stanisław Radzikowski: -Z tego remontu w pamięci utkwił mi szczególnie Zygmunt Stasiak. Niesamowita „złota rączka". On tam w polowych warunkach lutował styki niejako „na oko", a robił to tak dobrze, że późniejsze badania transformatora potwierdziły jego nadzwyczajną precyzję. Ten transformator do dziś chodzi.

Podobnie, jak w przypadku awarii koszalińskiej rozdzielni w 1969 roku, tak i teraz wyciągnięto daleko idące wnioski z katastrofy. Mówi o tym Stefan Smogur: - Zwiększono wymagania co do eksploatacji baterii akumulatorów. Wydano dyspozycje, że sprawdzanie baterii ma się odbywać przy każdej okazji związanej na przykład z bytnością przekaźników  w w terenie, a nie tylko w ramach kontroli codziennych obsługi GPZ-ów i planowych okresowych. Mieliśmy sprawdzać stan i gotowość baterii. Stworzono specjalną dwuosobową brygadę zajmującą się tylko tym zagadnieniem. Zostaliśmy też usprzętowieni. Otrzymaliśmy rezerwową baterię z prawdziwego zdarzenia.... Tamta, w Gościnie, była przypadkowa, pochodziła z jakiegoś demontażu...