Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Zmagania z przyrodą .. Awarie-zmagania z przyrodą

Jan OrtmanAwarie w energetyce, to, ilościowo rzecz biorąc, głównie warunki atmosferyczne, czyli wichury, śnieżyce, burze i - najgroźniejsza dla linii energetycznych - sadź.

Ta ostatnia występuje dość rzadko, ale jeśli się pojawi, pozostawia za sobą ogromne spustoszenia. - Najgorsza była chyba zima 1971 roku, kiedy sadź katastrofalna wystąpiła na naszym terenie - wspomina Jan Ortmann z RE Szczecinek. - Klęska dotknęła przede wszystkim teren Okonka i obszar na południe od Szczecinka, w kierunku na Jastrowie i Podgaje.

Tuż za Szczecinkiem szły dwie linie obok siebie - stara, na drewnianych słupach i nowa, na betonowych. Kiedy pojawiła się sadź, to drewniana linia dalej stała, a betonowe słupy tej nowej, łamały się jak zapałki. Nawet wzmocnione słupy krańcowe... A okolice Okonka, Pod gaje - to całe sekcje, łącznie ze stacjami transformatorowymi, leżały... Sadź zaczęła się w nocy, ja w Okonku byłem rano. Przewody aluminiowe, powyciągane leżały na ziemi... To aluminium „popłynęło", odkształciło się trwale... Dookoła przewodów była rura z lodu, to nie szron, to tak się trzymało, że nawet kijem waląc ciężko było odbić... Na niektórych odcinkach wszystkie słupy się położyły. Okonek był odcięty od świata, bo także linie telefoniczne przestały istnieć.

W 1974 roku sadź dotknęła linie w okolicach Kołobrzegu. - Był kwiecień i śnieżyce z opadami deszczu i jednocześnie lekki mróz - opowiada Jakub Chmielewski. - Te opady zamarzały i osadzały się na przewodach. W miejscach skrzyżowania linii, wyciągnięte „studziesiątki" zwisały tak nisko, że dotykały przechodzących pod nimi „piętnastek", a słupy rozkraczne tychże, stały na jednej nodze - druga pod ciężarem sadzi sterczała wyrwana z ziemi. Pamiętam też, że wówczas, nieodebrana jeszcze linia do Dźwirzyna, położyła się na odcinku kilku kilometrów.Powalony przez wichurę słup kratowy

Dużo częstszym od sadzi zagrożeniem dla linii energetycznych są wichury, tu w regionie nadmorskim dość intensywne. Janusz Walczak nieraz pracował przy usuwaniu skutków zawieruch: - Wspomnienia mam różne... Pamiętam kilka awarii na liniach 110 kV. Trakcja biegnie przez las, wiatr wywraca drzewa, te kładą się na przewodach, coś pęka, coś się urywa i lecą słupy... Ze by zlokalizować awarię, trzeba obejść linię. Kilka grup ludzi rusza na swoje odcinki. Jest harmonogram, plan na ewentualność awarii. Są też lokalizatory, które pozwalają określić przybliżoną lokalizację miejsca przerwania linii, bez wysyłania ludzi w teren.

Pamiętam z lat osiemdziesiątych awarię linii 220 kV Dunowo-Żydowo. Właśnie lokali -zatorami namierzono uszkodzone miejsce. Leżały na ziemi trzy słupy kratowe, powykręcane, powyginane. Takie linie mogą naprawić tylko wyspecjalizowane przedsiębiorstwa. W tym przypadku wymianą słupów zajął się „Elbud". Przywieźli nowe, w częściach, i błyskawicznie je zmontowali.