Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start O BHP w pracy Panie ,podobno dwóch zamknęli...

Zygmunt GronkiewiczWładysław May: - Ruszyliśmy w teren, żeby poprzełączać linie i chociaż częściowo zasilić miasto. Trochę od strony Kołobrzegu ,trochę z Niedalina i Rosnowa. Gdy wróciliśmy, już był prokurator wojewódzki z własnym agregatem.

W kilku pomieszczeniach podłączyli oświetlenie i brali nas na przesłuchania. Wspominali coś o sabotażu...
Michał Witczak: - Przesłuchiwał mnie jakiś porucznik po cywilnemu. Grzeczny, spokojny... Ale ci prokuratorzy, czasami któryś się wydarł, coś o aspekcie politycznym całej sprawy gadał... Do rana tam byłem... Potem, gdy po południu na swoją następną zmianę taksówką jechałem, mówię do taksówkarza: „do Zakładu Energetycznego..", a on niemal szeptem: "panie, podobno dwóch zamknęli..."

- Dochodzenia, przesłuchania, masa wyjaśnień - wspomina Ryszard Nowak. - Milicja nie wpuszczała na teren katastrofy nikogo, by nie zacierać śladów. Powołali biegłego, nawiasem mówiąc, naszego kolegę Zygmunta Gronkiewicza, byłego przekażnikowca, który już nie pracował w Zakładzie.

Zygmunt Gronkiewicz: - Przywieźli mnie do Zakładu. Trzymali całą brygadę zabezpieczeń z dala od rozdzielni. Nie wolno im było dotykać czegokolwiek. Obejrzałem wszystko, a ponieważ to ja wcześniej projektowałem zabezpieczenia w tej rozdzielni, więc doskonale się orientowałem co i jak. Po pięciu minutach znalazłem przyczynę: zawiódł przekaźnik czasowy, potem zapaliły się kable i poszło wszystko.... Sprawa ciągnęła się dwa miesiące. Prokurator koniecznie chciał kogoś posadzić.

Nawet z Warszawy ściągnął elektryków, by nową ekspertyzę zrobić. Ale oni nie odróżniali przekładnika prądowego od napięciowego, więc... podpisali się pod naszym protokołem. I prokurator umorzył śledztwo. Zdania biegłego co do przyczyn awarii nie podzielają pozostali uczestnicy tamtych wydarzeń. Według nich, nie ma wątpliwości, że zawinił człowiek. Nie to, żeby celowo, po prostu popełniono okropną w skutkach pomyłkę. Błąd w sztuce. Na to nałożył się zły stan urządzeń i wady niektórych rozwiązań technicznych. Trudno, stało się... Na szczęście awaria nie pociągnęła za sobą ofiar. Nikt też nie został ranny. Minęło tyle lat, że gwoli prawdy historycznej można chyba o tym już otwarcie mówić.