Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start O BHP w pracy Awaria 1969 "uciekajcie ,pali się!"

Stanisław RadzikowskiDzień 29 maja 1969 roku, Michał Witczak, wówczas dyżurny Zakładowej Dyspozycji Ruchu, będzie pamiętał do końca życia. Tego dnia miał zmianę. Było popołudnie, około godziny 16.00 - Siedziałem tyłem do okna, a przodem do makiety z rozrysowaną siecią energetyczną. To była aluminiowa tablica pomalowana na stalowy kolor.

Nagle oślepiło mnie światło bijące z tej tablicy, jakbym słońce ujrzał... I ten niesamowity hałas... Podbiegłem do okna... Coś strasznego... Pełno ognia i dymu... Paliła się rozdzielnia...
- Pracowałam wtedy w szatni w budynku dyrekcji - wspomina Krystyna Josiak, sprzątaczka. - Nagle coś zaczęło hucze ć, wyć... Ktoś krzyknął „uciekajcie, pali się.." ... Wybiegłyśmy na dwór, wokół błyski, huki, dym... Z okna budynku obok, nasza koleżanka wystraszona krzyczała: „chodźcie po mnie"...

- Byliśmy w nastawni rozdzielni - opowiada Władysław May. - Kiedy załączono transformator, zaczęło tak dziwnie huczeć... Czekaliśmy jeszcze chwilę, bo to się samoczynnie powinno wyłączyć, ale zawiodło... Nagle drzwi wejściowe do rozdzielni się otwarły i buchnął z nich ogień... Byliśmy odcięci... Jedyne wyjście przez okno... Wyskoczyliśmy...

Stanisław Radzikowski, zastępca kierownika RE-Koszalin, był w tym czasie w domu: -Zgasło światło, i... nic. Po kilkunastu minutach ciszy już wiedziałem, że to coś poważnego.
Okazało się, że coś bardzo poważnego. W jednej chwili cały Koszalin pozbawiony został prądu. Płonęła rozdzielnia 15 kV, z której rozchodziły się linie zasilające miasto. Paliły się również kable łączące rozdzielnię z zasilającą ją stacją transformatorową 110/15 kV
Michał Witczak

Same transformatory ocalały. Rozdzielnia i stacja mieściły się obok budynku dyrekcji Zakładu przy ul. Morskiej, a łączące je kable poprowadzone były w kanale przechodzącym przez dziedziniec. -Hałas nie z tej ziemi opowiada M.Witczak. - Trzeba było szybko wszystko wyłączyć. Zadzwoniłem do Białogardu, do dyżurnego i kazałem mu wyłączyć linie 110kV. Potem do Słupska, żeby w Sławnie wyłączyli. Niby wyłączone, potwierdzili mi to, a.... pali się nadal... Dzwonię do Białogardu znów i pytam, czy na pewno wyłączył Koszalin... Tamten na to, że źle zrozumiał i wyłączył inną linię 15 kV, która też szła do Koszalina...

Władysław May: - W końcu wyłączyli wszystko. Zrobiło się cicho i... biało jak w zimie. To pył z utlenionego aluminium, z palących się szyn, pokrył wszystko wokół. Karetki pogotowia i straż pożarna były już na miejscu. Nie wpuściłem ich na rozdzielnię, bo by się pozabijali, a jak przestało „buzować", to już nie było co gasić... Cała rozdzielnia wypaliła się doszczętnie. Zostały tylko mury. Pół godziny później teren katastrofy zaroił się od ludzi w mundurach i bez mundurów...

- Szedłem na dyżur na dziesiątą wieczorem - opowiada Antoni Jędral, zmiennik Witczaka w ZDR. - Jakoś tak dziwnie było, ciemno wokół. Dochodzę do Zakładu, a tu masa ludzi, milicja, wojsko, warczy agregat... W pomieszczeniu Dyspozycji ogromny ruch, Witczaka nie ma, wzięła go bezpieka. Nie ma dziennika z dyspozycjami, też zabrali... Musiałem przejąć dyżur „na ślepo" i zająć się awaryjnym doprowadzeniem prądu liniami 15 kV do ważniejszych miejsc, jak KW PZPR, Komenda Milicji, szpital, piekarnia.... Co prawda, wszystkie te instytucje miały agregaty, ale nigdzie nie zadziałały.... Ogólna katastrofa...
Do awarii doszło w dość szczególnym momencie. Za trzy dni miały się odbyć wybory do Sejmu PRL. Stąd nadzwyczajna aktywność milicji i służby bezpieczeństwa. Podejrzewano sabotaż.