Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start O BHP w pracy Porażający łuk..

Powalony przez wichurę słup linii 220 kV Dunowo-Żydowo (1992 r)Łuk elektryczny - przerażające i piękne zarazem zjawisko. Nieposkromiona siła, mordercza energia, budzi pokorę i strach. - Łuk się rozmnaża, wybiera bardzo pokrętne ścieżki - opowiada Lech Kukieła.

- Miałem z nim „bliskie spotkanie" w GPZ Złocieniec gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych. Byliśmy tam na jakiejś naprawie. W GPZ-cie były też stare, poniemieckie urządzenia, między innymi „odłącznik" - duża żeliwna wajcha, która po otwarciu robiła widoczną przerwę w przewodach. Odłączniki otwiera się oczywiście po zdjęciu mocy z linii, bo inaczej grozi powstanie łuku elektrycznego. Teraz jednak linia była pod napięciem 75 kV, a ja zauważyłem nagle, że po jakimś wstrząsie, wywołanym naszą robotą, ten odłącznik, ta żeliwna wajcha pod własnym ciężarem zaczyna opadać... Już później, po badaniach okazało się, że krawędzie były nieostre i ona się ześlizgnęła po tych zaokrągleniach... Tymczasem jednak, wajcha opadała w dół, a ja stałem jak zamurowany, bo już wiedziałem, co się zaraz stanie...

Przez moment pomyślałem, żeby doskoczyć do niej i ją domknąć, lecz gdy pojawiły się pierwsze wężyki ognia i łuk zaczął pełzać po całej konstrukcji, strach okazał się silniejszy... Nie mogłem ruszyć ręką... Po chwili zaczęły pękać izolatory, szyny skręcały się i wywijały... Chciałem uciekać. Stałem tyłem do drzwi i zamiast przez nie wybiec, poleciałem do przodu... Ja, człowiek obyty i doświadczony... Chyba szok jakiś... Było nas tam czterech, wszyscy upadliśmy na ziemię... Oczywiście za moment wszystko się wyłączyło, a i straty nie były zbyt duże parę izolatorów i szyn... Ale kupa dymu i straszny huk...Przepalony słup żelbetowy

Po mocnych przeżyciach, a z takimi wiązała się niekiedy praca w energetyce, bywa, że dochodzi do głosu myślenie z pogranicza metafizyki. - Mam we krwi taką rzecz
- z zadumą mówi Piotr Bindas (były pracownik RE Kołobrzeg), - że jak jest niepogoda, to nie wolno pracować bez założenia uziemienia nawet na liniach nowo budowanych, nie włączonych do ruchu. Bo przecież w powietrzu jest więcej prądu, niż we wszystkich elektrowniach świata...
- Widziałem moment, kiedy załączono uziemiacze - opowiada Lech Kukieła - widziałem te same uziemiacze palące się i fruwające, gdy zapomniawszy je zdjąć włączono na linię napięcie. Gdyby wówczas ktoś tam pracował, zginąłby od razu... Ten wypadek nastroił mnie refleksyjne i utwierdził w przekonaniu, że w energetyce nie ma nic pewnego... Twierdzono potem, że niby źle te uziemiacze były założone i dlatego się opaliły, ale... no właśnie -ale...

Piotr Bindas: - Robotę wykonać i wrócić do domu szczęśliwie... Niekiedy niewdzięczne to było zajęcie. Pamiętam, jak ze trzy brygady zjechały się na jedną dużą robotę... Wszystko rzekomo wyłączone. Tu jeden szykuje się do wejścia na słup przypięty już do niego, inny sprawdza linię, rzuca linkę... a linka iskrzy i dymi... A zapewniali, że wszystko wyłączone... Szlag nas trafił... Zwinęliśmy majdan i do domu na piwo...