Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start SOWI-ZWSE-ZBE Komfortowe barakowozy

Andrzej Wolski (2005 r)O warunkach pracy w SOWI mówi Andrzej Wolski: -Za czasów Nowosada było najlepiej. Jak na tamte czasy warunki pracy były komfortowe. Jeździłem m.in. w teren załatwiać kwatery dla pracowników... Wygodne noclegi, domowe obiady... Dużo zarabialiśmy, niezłe premie.

Praca na dniówki. Ludzie garnęli się do nas. Z Rejonów chcieli przechodzić. Duże brygady - 6-8 osób. Ponad 120 zatrudnionych, z tego 100 stale w terenie. To był wówczas duży potencjał.

- Zawsze uważałem, że jak coś robić, to robić dobrze, starannie - opowiada Henryk Nowosad. -  wymagałem tego również od innych. A czasy były takie, że często „kręgosłup" bardziej się liczył niż zdolności.

Starałem się, by w SOWI wszystko działało optymalnie. Dzięki dobrej organizacji i bez przesadnego stanu osobowego mieliśmy bardzo dobre wyniki. A ludzi miałem dobrych, bo pracując jako wykładowca w Technikum w Białogardzie, angażowałem techników z pierwszej ręki.

Ponieważ praca była efektywna, chciałem by ci ludzie mogli jak najwięcej zarobić. Nie mogłem dać zbyt dużo, bo były ograniczenia, kwestie „papierka" i kwalifikacji... Starałem się więc od strony socjalnej dać im jak najwięcej. Były i barakowozy z telewizorem, stolikiem, łazienką.... Nie wszystkim to się podobało w ZE... Chyba nieco wyprzedziłem swoje czasy. Miałem później problemy. Nie angażowałem się w sprawy partyjne, ale oni mnie oceniali. Byty zarzuty, że zyski., „po co takie?"... Musiałem się tłumaczyć... Wtedy pomyślałem, że taki ustrój długo nie wytrzyma...

Andrzej Wolski:- Po przejęciu SOWI przez Słupsk, było już trochę biedniej... Skończyło się „eldorado"... Zmienił się również charakter wykonywanych robót. Więcej było prac ściśle elektrycznych. Nasza grupa budowlana robiła remonty elektrowni wodnych, m.in. w Rosnowie. Andrzej Kaczyński

Tam transformatory wynieśliśmy na zewnątrz budynku, zmodernizowaliśmy rozdzielnię, przygotowaliśmy w pomieszczeniu po transformatorach nastawnię dla dyżurnych. A SOWI robił już wówczas przede wszystkim roboty sieciowe na 15 kV i niższych napięciach.

Grupa budowlana nieco się skurczyła. Pamiętam na przykład dużą pracę sieciową w Rosnowie. Tam wykonywaliśmy potężny fundament pod wielki słup kratowy - chodziło o „wysokie wyjście" z elektrowni. Wiele robót było prowadzonych na terenie Bornego Sulinowa w rosyjskich koszarach -dużo okablowania i rozdzielni sieciowych.

W Bagiczu na lotnisku wojskowym postawiliśmy 14 stacji traf o pod instalacje do elektrycznego otwierania wrót hangarów dla samolotów. Na koncie ZWSE jest także GPZ-Białogard zbudowany od „zera", GPZ w Ustroniu Morskim, Stacje dla „Pol-spanu" w Szczecinku i wiele innych. Praca odbywała się na akord, a to już nie dawało takich zarobków. Kierownicy mieli mniej od brygadzistów.

Znaczne zyski SOWI (ZWSE) uzyskiwał dzięki temu, że wybierał zlecenia bardziej dochodowe. To był zresztą stały powód zadrażnień z dyrekcją ZE-Koszalin. Zarzucano SOWI, ze unika prac trudniejszych, skomplikowanych, na rzecz „wysokoprzerobowych", tzn. prostych ale na dużą skalę i za duże pieniądze.

- To prawda - przyznaje Tadusz Barów, - wybieraliśmy zlecenia. Człowiek nie jest przecież idiotą i nie będzie się pchał tam, gdzie mniejsze korzyści.
W latach osiemdziesiątych koszaliński Rejon ZWSE wykonywał na rzecz Zakładu takie same prace jak wcześniej, a więc budowy i remonty linii, modernizacje gepezetów itp.

Dla Andrzeja Kaczyńskiego, wówczas kierownika technicznego Rejonu, podległość „pod Słupsk" nie miała praktycznego znaczenia, bo i tak „zawsze byliśmy niezależni, a robota była ta sama". Sytuacja zmieniła się pod koniec dekady, gdy znacząco zmalała ilość zlecenień otrzymywanych dotąd z ZE-Koszalin. Usamodzielnione reorganizacją 1989 roku koszalińskie ZWSE czekał trudny okres.