Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Służby Ruchu Lata 80 i 90-te (Sprawny system dyspozycji)

Michał WitczakZ czasem, gdy „dotarły się RDR-y, ukształtował się w Zakładzie sprawny system dyspozycji ruchu, z jasnym, nie budzącym wątpliwości podziałem na kompetencje:

W naszej, ZDR-u, gestii - mówi Michał Witczak, - są linie 110 kV, transformatory w GPZ-ach,  potrzeby własne  i baterie kondensatorów.

W kompetencji RDR-ów są natomiast linie i rozdzielnie 15 kV i wszystko co niżej. Linie 220 kV i 400 kV podlegają pod względem ruchu pod okręgową lub krajową dyspozycję mocy.

Następny skok jakościowy w sferze technicznego oprzyrządowania dyspozycji ruchu dokonał się w połowie lat 80-tych, przy okazji przenosin ZDR do nowej siedziby w dobudowanym do biurowca dyrekcji i budynku rozdzielni „łączniku".

ZDR dostał nowy, bogato wyposażony w elektronikę stół dyspozytorski - opowiada Andrzej Rostek. - Niestety, nie spełnił on oczekiwań dyżurnych. Widać było, że został Jerzy Sulimazaprojektowany nie przez łącznościowca, i elektronika, który nie wyczuł specyfiki pracy służb ruchu.

Potem nastała - trwająca do dziś -era aparatów cyfrowych. Do lamusa odstawiono tradycyjne stoły dyspozytorskie. Zostały komputery i małe aparaty telefoniczne wyposażone we wszelkie opcje, np. szybkie telekonferencje itp.

Tymczasem dyżurni starej daty z sentymentem wspominają właśnie te starsze konsolety. Aleksy Weltrowski

Michał Witczak: - Kiedyś wszystko było widać na stole - dziesięciu ludzi mogło zadzwonić na raz, a ja wiedziałem kto dzwoni, komu należy się pierwszeństwo, kto może zaczekać, a kto nie.

Teraz, gdy mam do dyspozycji aparat cyfrowy, nie wiem kto dzwoni. Łącza automatyczne chodzą bardzo dobrze, ale ta końcówka mogłaby być inna.
Łącza telefoniczne bardzo zawodne w latach 40 i 50-tych, zostały z czasem zdublowane w miejscach najważniejszych dla funkcjonowania Zakładu przez „energetyczną telefonię nośną" (WCz), która wykorzystuje do transmisji linie wysokich napięć, przede wszystkim 110 kV. - Pierwszą instalację WCz w naszym Zakładzie zrobili w latach pięćdziesiątych monterzy z Okręgu Poznańskiego na linii Białogard-Stargard. Chodziło o usprawnienie łączności między okręgową dyspozycją mocy w Poznaniu i elektrownią w Białogardzie.

Później w ZE przyjęto jako obowiązującą zasadę, że każda nowo budowana studziesiątka będzie wyposażana w WCz.
Systemy energetycznej telefonii nośnej wykorzystywali już w latach trzydziestych Niemcy - twierdzi A.Rostek. - Gdy przeizolowywano linię Białogard- Koszalin (koniec lat 50-tych), natrafiono na jakieś „dziwne pozostałości"po nieznanych urządzeniach, kiedyś widocznie przytwierdzonych do słupów. Tu jakiś izolator, tam szafka, gdzie indziej stalowy stelaż - wydawałoby się, że do niczego nie przydatne. Andrzej Rostek zainteresował się owymi pozostałościami i ustalił, że były to właśnie fragmenty niemieckiego WCz.

Przyszłość służb ruchu to niewątpliwie „telemechanika", czyli - upraszczając zagadnienie - możliwość zdalnego odczytu, analizy i sterowania urządzeniami energetycznymi bez ruszania się z miejsca w dyspozytorni. Pierwsze, nieporadne próby z zastosowaniem telemechaniki w ZE-Koszalin przeprowadzono pod koniec lat 60-tych.
- Próbowano zautomatyzować sterowanie GPZ Białogard - opowiada A.Rostek,
- wykorzystując analogowy system przekaźnikowy po zdemontowanej telemechanice z elektrowni w Koronowie. Ale to nie wypaliło, bo te urządzenia dwa lata stały w magazynie w nieodpowiednich warunkach tracąc swe walory techniczne.

Było to więc bardziej przedsięwzięcie szkoleniowe i pokazanie czym jest telemechanika w ogóle, niż próba rzeczywistej automatyzacji GPZ-u.
W następnych latach zajmowano się w ZE-Koszalin pracami nad rozwojem tej dziedziny, ale bez większych sukcesów, głównie z powodu braku wystarczających środków. W grę wchodziły ogromne kwoty na przygotowanie obiektów elektroenergetycznych, okablowanie itp. Obecnie tylko GPZ-y Drawsko i Koszalin, oraz jeden obiekt w Szczecinku wyposażone są w telemechanikę.

Zdaniem Michała Witczaka patrzącego z punktu widzenia dyżurnego ZDR, telemechanika w tym stanie jakim jest, jeszcze nie usprawnia zbyt pracy.

Telemechanika w naszym wydaniu i tak nie dostarcza pełnej informacji o sytuacji w GPZ. Wiemy, że coś jest wyłączone, ale nie wiemy dlaczego.

Za mało danych dostaję. W efekcie, i tak muszę skontaktować się z dyżurnym GPZ, by dowiedzieć się o stan rzeczy na miejscu. Wtedy dopiero zyskuję podstawę do jakichś sensownych decyzji.

Owszem, rozwój telemechaniki podąża w dobrym kierunku, tyle że u nas to jeszcze pierwociny. Hamulcem są tory przepływu informacji. Te przeszkody znikną wraz z upowszechnieniem się łączności światłowodowej.

Praca w dyspozycji ruchu ma swoje blaski i cienie. Przynosi stresy, ale i daje satysfakcję. Aleksy Weltrowski ceni ją, bo „jest konkretna i nie ma biurokracji".

Zwłaszcza teraz chwali sobie odseparowanie od wszelkich potencjalnych ingerencji z zewnątrz: - Kiedyś przeszkadzali politycy, „czynniki", „towarzysze" itp.

Później dali się nam we znaki dziennikarze. Bez przerwy wydzwaniali, a tu nie ma czasu na udzielanie informacji, zwłaszcza gdy się coś wydarzy. Wtedy trzeba działać, a nie gadać. Prosiliśmy nawet o zmianę numerów telefonów Od dwóch lat mamy spokój... Udzielaniem informacji zajmuje się rzecznik prasowy.