Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Traktorem wyrywali z ziemi kable

Dyr.Edwin GojżewskiRozpoczęto też, a na dużą skalę prowadzono w latach 50-tych - prace nad dostosowaniem parametrów technicznych poniemieckich urządzeń i sieci do norm ogólnokrajowych. Dotyczyło to zwłaszcza tzw. nietypowych napięć linii energetycznych (np. 3, 5, 8, czy 10 kV) i powiązanych z nimi urządzeń rozdzielczych, oraz rozpowszechnionego w miastach Pomorza Zachodniego zasilania na prąd stały.

Do 1958 roku taką standaryzację linii i urządzeń przeprowadzono w większości ośrodków miejskich, m.in. w Kołobrzegu. - Delegowano mnie z Koszalina do Kołobrzegu, do zmiany sieci z prądu stałego na zmienny - wspomina Kazimierz Ławrynowicz. - Była to duża robota, na lata całe, bo tam wszystko oparte było na prądzie stałym.

Pracowaliśmy ulicami, po kolei wymieniając kable, linie, dołączenia do mieszkań, liczniki- wszystko na nowe. Kołobrzeg był bardzo zniszczony, a w gruzach buszowali złodzieje kradnący kable - te od prądu stałego były miedziane i grube. Co rusz mieliśmy sygnały, że brakuje gdzieś światła... Przyjeżdżali traktorem, przyczepiali do niego kable i wyrywali je z ziemi.

W Szczecinku przy likwidacji nietypowych napięć brał udział m.in. Eugeniusz Rabinów. Najpowszechniejszym było napięcie 3 kV, a w będącym również w gestii RE-Szczecinek , Lotyniu - 8 kV. W obu przypadkach wprowadzano jednolitą sieć miejską 15 KV, kładąc nowe kable i budując nowe stacje.

W Drawsku przez długie lata znakomicie funkcjonowały poniemieckie kable 6 i 10 kV, pracujące na 15 kV (m.in. relacja Czesława Żukowskiego). Były tak dobrej jakości, że zwiększone napięcie w niczym im nie zaszkodziło.

Standaryzacja napięć w sieciach miejskich była kosztownym przedsięwzięciem, dlatego prowadzono ją tak długo. Ale był jeszcze inny powód: często brakowało jakichkolwiek informacji o topografii przebiegu kabli.

Edwin Gojżewski wspomina jedno z pierwszych swoich zadań, po przyjściu do pracy w energetyce. - Miałem odtworzyć sieć w Białogardzie. Byłem w wielkim kłopocie, bo brak było dokumentacji technicznej. Pomógł mi elektryk o nazwisku Wanasa, który znał Białogard jak własną kieszeń. Pracował tu jeszcze za Niemców. Pod jego dyktando, całą tę sieć rysowaliśmy na kartce papieru.

Standaryzacja sieci dotyczyła również linii przesyłowych. Już pod koniec lat czterdziestych wiadomo było, że tzw. przyszłościowym napięciem w przesyle energii będzie napięcie 110 kV. A tu, w spadku po czasach niemieckich pozostał system przesyłu o napięciu 40 kV i niewielkie odcinki linii 100 kV - m.in. odcinek Stargard-Białogard.

Te ostatnie łatwo było przystosować do nowego standardu 110 kV. Niewielka różnica 5 kV nie wymagała zmiany przewodów i izolacji. Inaczej rzecz się miała z liniami 40 kV. Można je było likwidować zupełnie, a w ich miejsce budować nowe linie 110 kV, lub też, co czyniono w pierwszym rzędzie, przeizolować na napięcie 110 kV.