Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Elektrownie wodne:Pierwszy prąd Betonowe zastrzyki

Elekrownia BorowoNajwiększe i najkosztowniejsze naprawy dotyczyły spraw budowlanych. Nieustanny napór wody powodował podmycie zapór i budynków elektrowni. W czasie wylewów powodziowych zniszczeniu ulegały wały spiętrzające. Stale pojawiały się przecieki. Nawet tych najmniejszych nie można było lekceważyć, bo stanowiły potencjalne zagrożenie.

O sile żywiołu przekonali się Niemcy w 1940 roku, kiedy opady deszczu spowodowały powódź i zerwanie wałów w zbiorniku w Rosnowie, a w następstwie tego, także katastrofę w Niedalinie.

Czasami sytuacja wymagała radykalnych kroków podjęcia kompleksowego remontu, a nie jak to najczęściej robiono z oczywistych finansowych względów - „łatania dziur".

Kompleksowo było m.in. w elektrowni Borowo (Stary Potok) na początku lat 90-tych.
- Zapora uległa daleko posuniętej erozji -
opowiada Czesław Żukowski. - Nie można było dłużej czekać. Na szczęście, to był już czas łatwego dostępu do nowoczesnych technologii. Na 200 dni wyłączono elektrownię i zaczął się remont. Na dno zbiornika zwieziono 2000 ton gliny. Użyto specjalnej folii i płyt do uszczelnienia wałów. W samą zaporę wstrzyknięto (pod ciśnieniem 500 atmosfer) mleczko cementowe.

Zeby naprawić „siadające" mury w elektrowni w Niedalinie spuszczono wodę ze zbiornika retencyjnego.-Najpierw obie elektrownie (Rosnowo i Niedalino) szły pełną parą, by obniżyć poziom wody w zbiorniku rosnowskim - wspomina historię sprzed 30 lat Czesław Brzeski.

- Potem zatamowano odpływ wody w Rosnowie i otwarto przepusty w Niedalinie. Cała woda zeszła, został tyl ko mały strumyk. Na dnie zbiornika leżały ogromne ilości śniętych ryb. Widać było pnie wskazujące, że tu wycięto las, że to sztuczny zbiornik. Milicja zbierała jakieś karabiny, motocykle, pełno żelastwa.Łódka Prof.Religi

Wówczas nie naprawiono Hajki. Dopiero w późniejszych latach, po dokładnych ekspertyzach, które wykazały, że pod płytą fundamentową budynku elektrowni rozgęścił się grunt, zdecydowano dokonać naprawy metodą najmniej uciążliwą, a zarazem skuteczną. Wywiercono otwory przez fundament, i beton wpompowano w grunt.

Elektrownia w Rosnowie wymagała remontu od samego początku. - Pękał budynek -wspomina Edwin Gojżewski,

- To było jedno z pierwszych zadań, jakie dostałem po przyjęciu do pracy w energetyce - zaprojektować ściągi na budynek. To miał być pierwszy ratunek, żeby się to nie zawaliło. Podobnie jak później w Hajce, elektrownia była zagrożona podmyciem. W końcu i tu również zastosowano zastrzyki z betonu.

Osobny temat, to elektrownia w Rościnie. Tuż po wojnie zdemontowana przez Rosjan, nie miała dokumentacji. A był to obiekt eksperymentalny, nie mający odpowiednika: „pierwsza na świecie podwodna elektrownia". Zdecydowano się na prowizoryczną odbudowę.

Jakiś czas elektrownia działała, potem ją zdemontowano i postanowiono zmodernizować. Całe lata trwały prace nad zaprojektowaniem i wykonaniem turbin i generatorów.

Tadusz Barów uważa, że same założenia projektowe tej elektrowni były chybione: -Wydajność teoretyczna stopnia wodnego w tym konkretnym miejscu wykorzystana jest w 30%. Po odbudowie zastosowano nieco inne rozwiązania, co jeszcze zmniejszyło tę wydajność.

Po drugie, taka konstrukcja powoduje zagrożenie dla załogi elektrowni. Nie ma możliwości czyszczenia krat, na których osadzają się większe zanieczyszczenia, brak też możliwości regulacji przepływu wody. Poza tym, stany powodziowe wód sprawiają obsłudze ogromne kłopoty.

Zygmunt Gronkiewicz: - Tam były„piere-pałki" z uszczelnieniem generatorów. Bo generator razem z turbiną był w jednej rurze. W ramach modernizacji zmieniono napęd z opartego na kołach zębatych, na paski klinowe, które.... nagminnie się rwały.

W 1975 udało się wreszcie trwale uruchomić elektrownię Rościno, w oparciu o turbiny, generatory i transformatory - specjalnie skonstruowane dla potrzeb tej elektrowni i nową rozdzielnię 15 kV.

Ale - jak pisano w 1979 w sprawozdaniach ZE - „prototypowe urządzenia ulegają częstym uszkodzeniom, powodując liczne przestoje", a w roku 1980 - „w ostatnich trzech latach stan elektrowni się pogorszył po przejściu kilku fal powodziowych, pogorszył się też stan obwałowań".
W następnych latach niewiele się w Rościnie zmieniło. Wciąż spędzała sen z powiek zwłaszcza brygadom naprawczym, które około 50% swego czasu pracy poświęcały tej elektrowni, mając jeszcze pod opieką pozostałe cztery.