Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Elektr. Białogard-dymiąca potęga Na boczny tor

Od 1957 roku elektrownia białogardzka pozostawała już definitywnie poza planami inwestycyjnymi ZEOZ. coraz więcej energii elektrycznej zużywanej na Pomorzu przychodziło z zewnątrz, a udział elektrowni w produkcji energii w ZEOZ spadł z 9% w 1951 r. do 1% w 1958 r. - To był rok przełomowy w historii elektrowni - opowiada Józef Cieślak.

- Nowe kierownictwo (po połączeniu z ZSE - dyr. ZE-Białogard Marian Orłowski) dążyło wyraźnie do jej likwidacji. To spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Dalej twierdzę, że argumenty o nieekonomiczności elektrowni są nieprawdziwe; w końcu wtedy siłownia opalana była tanim miałem węglowym. Myślę, że likwidacja to „zemsta Orłowskiego", odegranie się na elektrowni i jej załodze.

Spiskowa teoria Józefa Cieślaka to odbicie antagonizmów na linii Elektrownia -Zakład Sieci, nie zmienia jednak wymowy faktów, a te wskazują wyraźnie na ekonomiczne podłoże likwidacji.

- Nie ma co spekulować - twierdzi Zdzisław Wudkowski. Koszt spalania w elektrowni białogardzkiej byt trzykrotnie wyższy niż w nowych siłowniach typu Konin.

Do tego dodajmy drogą obsługę i koszt transportu węgla. W 1959 roku elektrownia, jak zauważył R.Nowak, wchodziła do ruchu tylko w szczycie zapotrzebowania. W niedziele stała, a kotły utrzymywane były w „gorącej rezerwie". „Widać było, że to boczny tor..."

- O definitywnej, fizycznej likwidacji elektrowni dowiedziałem się nieoficjalnie - wspomina Zdzisław Wudkowski. - Gdzieś na przełomie 1961 i 62 roku, jeden z inżynierów z Poznania - czuwał nad elektrownią z ramienia Okręgu, powiedział mi w luźnej rozmowie, zastrzegając, że nic pewnego nie wie, ale żebym na wszelki wypadek nie zamawiał elementów czy części potrzebnych w elektrowni typu np. waty itd, na które czeka się 2-3 lata. „Pamiętaj - mówił - takich rzeczy nie zamawiaj, bo elektrownia jest niepewna".

Te ostatnie lata to już była wegetacja. W końcu przyszedł„prikaz" o odstawieniu elektrowni. Przez dwa lata trwało złomowanie.

Dogadaliśmy się z hutami, że od razu będziemy robić elementy wsadowe (tzn. o określonych, wygodnych dla huty wymiarach). Dzięki temu niesamowicie zarobiliśmy na tym złomie.

Do tego stopnia, że na pewne rzeczy nie brano pieniędzy z Okręgu. Tamci się dziwili: „Co wy tam, kopalnię złota macie?" Sprzedaliśmy wszystko. Każdą cegłę, z rozbiciem na zwykłą i szamotową... Ja tylko pilnowałem załadunku. Potem faktura i pieniądze na konto Zakładu..

Po zakończeniu złomowania, w pustym już obiekcie, w jednym z pomieszczeń zostały tylko warsztaty elektryczno - mechaniczne. Zdzisław Wudkowski został ich kierownikiem.

Później, cały teren wraz z budynkami przekazano innemu przedsiębiorstwu. Co do załogi byłej elektrowni, to jak twierdzi Wanda Panfil, „nikogo nie skrzywdzono". Kto chciał, mógł się przenieść do innych działów Zakładu Energetycznego Białogard.

Wielu już w 1958 roku, po fuzji elektrowni z ZSE, dostało propozycje pracy w innych elektrowniach jak Konin, Pomorzany, Ostrołęka, i skorzystało z nich.