Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Coś z niczego ... Pęd do wiedzy

Wanda PanfilMimo napływu w latach pięćdziesiątych młodych techników (głównie dzięki nakazom pracy), liczba wykształconych pracowników w ZE była wciąż bardzo niska.

Pomóc w dokształceniu kadry miało, między innymi, utworzenie w 1962 roku przyzakładowego wieczorowego Technikum Elektrycznego w Białogardzie.

- Sam dyrektor Orłowski też bardzo naciskał, by ci, co na staż przychodzili do Zakładu, kończyli tu studia - opowiada Wanda Panfil, długoletnia szefowa Kadr ZE.

-Vierek, Ortmann, Żukowski, to inżynierowie wykształceni w Zakładzie.

Gdy chodzi o ogólny poziom wykształcenia w ZE, to sytuacja trochę się poprawiła po przenosinach do Koszalina w 1964 roku. Przybyło wtedy sporo nowych ludzi po szkołach. Technika szła do przodu, modernizowano linie i urządzenia energetyczne. Starzy pracownicy jak Wiktor Buzała, który 17 lat przepracował jako dyżurny rozdzielni w Grzmiącej, przechodzili do prac prostszych, np. do wymiany liczników, obsługę komplikującej się automatyki pozostawiając młodszym , wyszkolonym pod tym kątem. Maria Dudzińska do dziś ma żal o to że swego czasu przesunięto ją na fizyczny etat do licznikowni. Nie miała odpowiedniego wykształcenia,  a na to zaczęto zwracać uwagę w Zakładzie.

Co do wyższej kadry technicznej, to ci, co nie mieli pokończonych studiów, pod koniec lat sześćdziesiątych już nie brani byli pod uwagę przy obsadach odpowiedzialnych stanowisk -twierdzi Jacek Zawadzki.

W odróżnieniu od "grupy dyrekcyjnej" jak ich Czesław Żukowski nazywa-"tuzów" którzy do Zakładu przyszli jako technicy i z tego pułapu startowali na studia ,on sam-jak mówi - zaczynał jako "biedny monter" .Skończyłem zawodówkę i poszedłem od razu do pracy w Zakładzie, ale z założeniem, że się chcę uczyć. Potem było liceum dla pracujących. Po czterech latach pracy jako monter w Rejonie Drawsko podjąłem studia zaoczne na Politechnice Poznańskiej. Przede mną studiowali tam Barów iZawadzki, a rok później przyszła tam grupa „tuzów" - CisłakGojżewskiNowak... Trochę to było zabawne, bo biedny monter z Drawska jest ich starszym kolegą ze studiów...

Oba rzuty absolwentów z lat sześćdziesiątych znacząco poprawiły statystyki wykształcenia w ZE. W późniejszych latach, ten proces napływu wykształconych kadr odbywał się w bardziej naturalny sposób. Obok tych, co uzupełniali wiedzę pracując, coraz liczniej do Zakładu przychodzili ludzie już z dyplomami.

Gwoli ścisłości dodać należy, że pierwsza grupa inżynierów zafunkcjonowała w ZE w latach pięćdziesiątych, choć wtedy odbyło się to na innych zasadach: -Pozwalała na to uchwała sejmowa o stopniu inżyniera - mówi Zenon Przewoźny. -O ten stopień mogli się ubiegać ci, co nie mając stopnia, pracowali już na stanowiskach inżynierskich.

Skorzystaliśmy z tej możliwości w kilku, m.in. ja, dyrektor Orłowski, Ościk i inni. W koszalińskim NOT przygotowywaliśmy się na specjalnych kursach. W1957roku odbyły się egzaminy końcowe na stopień inżyniera. Zdaliśmy je wszyscy.