Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Rozbudowa i rozwój (1950-1990) Dwóch Dyrektorów-dwie epoki Dyktator-epoka Orłowskiego

Dyr. Marian Orłowski Znaczenie postaci Mariana Orłowskiego, jego praca na stanowisku dyrektora i miejsce w pamięci podwładnych, uprawnia do nazwania jego kadencji (lata 1951-68) „epoką Orłowskiego".

W tym czasie przeprowadził zakład z powodzeniem przez dwa trudne dziesięciolecia, chroniąc, na ile to było możliwe, ludzi i przedsiębiorstwo przed niekorzystnymi wpływami bieżącej polityki.

Wykazał w tym dużo rozsądku i pragmatyzmu. Na ogół też podejmował trafne decyzje gospodarcze i inwestycyjne, a Zakład dobrze spełnił swoje zadanie zapewnienia mieszkańcom i gospodarce regionu dostaw energii elektrycznej. Dzisiejsi emeryci mówią o Orłowskim tylko dobrze, bo dbał o pracowników.

Marian Orłowski zastąpił na stanowisku kierownika Podokręgu Białogard Leona Samulskiego, który jak mówią pamiętający tamte czasy  „podłożył się" zbyt manifestacyjną religijnością.

Nowe czasy wymagały nowych ludzi, „słusznych" ideologicznie i „pewnych" politycznie. Orłowskiego za takiego uważano i chyba nie bezpodstawnie.  W latach 60-tych dostąpił nawet członkostwa egzekutywy wojewódzkiej PZPR. Lecz w „opiniach służbowych" z przełomu lat 40-tych i 50-tych dotyczących Orłowskiego, obok stwierdzeń o „politycznym oddaniu", pisano także o jego niesubordynacji i pochopności. Coś było na rzeczy w tych ocenach, bowiem między 1951 a 1955 rokiem, trzykrotnie kariera Orłowskiego zawisła na włosku, z powodu konfliktu z Komitetem Powiatowym PZPR w Białogardzie.

Równocześnie rósł autorytet Orłowskiego w samym Zakładzie. - To był człowiek lubiany, typowy dyrektor z awansu - wspomina Ryszard Nowak. - Wyszedł z robotnika, rozumiał problemy tego środowiska. Był z ludźmi i za ludźmi.

Pamiętam awarię na linii 40 kV Grzmiąca - Rosnowo. Była zima, słota, zimno... Ci co ją naprawiali, gdzieś pod wieczór zbuntowali się. Powiedzieli, że są głodni, przemoknięci i nie będą pracować.

Zadzwoniłem do Orłowskiego, bo on wtedy miał pogotowie domowe i mu o tym powiedziałem. Kazał zawołać kierowcę z samochodem i polecił zebrać pracowników koło stołówki wojskowej. Pojechał tam, zerwał komendanta garnizonu, ten załatwił, że otworzyli stołówkę, dali każdemu porządną kolację i po 100 gramów wódki i wysłał ich do roboty. Sam też siedział tam z nimi do białego rana.

Wanda Panfil: - Orłowski był trochę dyktatorem, ale daj Boże takiego człowieka na tym stanowisku. Fachowiec, znał się na rzeczy, lubił z ludźmi rozmawiać, wiedział czego chciał...Maria Dudzińska: - Śmieli się, że z podstawówki zrobił się inżynier. Ale zdolny był i dobry fachowiec.

W powszechnej opinii, to Orłowski uratował Zakład przed likwidacją w 1964 roku, przenosząc siedzibę z Białogardu do Koszalina. - Gdyby nie przeniósł, to byłby zakład słupski -twierdzi Stanisław Radzikowski.- On wiedział, że jeśli nie podniesie rangi ZE, to Słupsk wygra.

Przenosiny do Koszalina wiązały się z przemieszczeniem pracowników i zapewnieniem im mieszkań. I tu Orłowski zdał egzamin przed załogą: - Dał mieszkania ludziom, część za darmo, część za umarzalne pożyczki. Potem też pomagał w zagospodarowaniu się w nowym miejscu. Świetny człowiek, wiele mu zawdzięczamy  tak ocenia Orłowskiego Maria Nowak.

Późne lata sześćdziesiąte nie należały do najlepszych w karierze Mariana Orłowskiego. Swoim dość niekonwencjonalnym postępowaniem naraził się partii, władzom zwierzchnim i w konsekwencji został odwołany ze stanowiska w 1968 roku.