Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Odbudowa Energetyki (1945-50) Do roboty ...

Adamski ,Wielgus, SiotkinEdmund Palinkiewicz, z racji doświadczenia nabytego w pracy w MEW, został brygadzistą, choć, jak sam przyznaje, w porównaniu z monterami niemieckimi był laikiem. - To byli świetni fachowcy.

Wiele się od nich można było nauczyć. Podpatrywaliśmy jak pracują, patrzyliśmy im na ręce... W pracy siedzieli cicho, bardzo spokojni, schodzący z drogi...

Naprawy zaczęto od pozrywanych linii do Grzmiącej i Hajki. Najprostszą, choć czasochłonną metodą badania stanu linii napowietrznych, był dokładny obchód. Wysyłano monterów, którzy zdzierając zelówki, słup po słupie lustrowali linię.

polegał na włączaniu linii pod napięcie niejako „na oślep". Jeśli linia „przyjęła" prąd, znaczyło to, że wszystko jest w porządku. Natomiast jeśli „wywalało zabezpieczenia", to wiadomo było, że linia jest uszkodzona.

Sposób szybki, ale niebezpieczny. Prąd pojawiał się niespodziewanie (jak w Barwicach) i mógł stworzyć (i pewnie stwarzał) realne zagrożenie dla życia przypadkowych osób.

W Kamieniu Pomorskim taki niespodziewany prąd uruchomił syreny alarmowe, których najwyraźniej nie wyłączono, co skończyło się paniką wśród mieszkańców pamiętających przecież alarmy lotnicze.

Monterzy sieciowi cały praktycznie czas spędzali w terenie. Wielu pozostała w pamięci niezatarta atmosfera tego okresu... „cisza w obejściach, brak ludzi, cisza na szosach, drzewa owocowe pełne owoców, ogrody pełne spadów, na polach osty przerastające człowieka".

Materiał do napraw „zdobywano" penetrując okolice. Izolatory ściągano ze słupów innych linii, a przewody-jak wspomina E. Palinkiewicz -łączono na tzw. „miotłę" - rozplataliśmy przewody i te pojedyncze druty splatało się ze sobą. Trzymało się mocno...

Warunki pracy były wówczas bardzo trudne, a monterzy narażeni na różne niebezpieczeństwa. Wielu zginęło z własnej lub cudzej winy, bądź przez splot nieszczęśliwych okoliczności.

W szczególnie bezsensowny sposób zginął jeden z członków grupy operacyjnej Damskiego, tej, w której był także E.Palinkiewicz.

Wspomina Tadeusz Stępniak, również członek grupy: - To było na linii 15 kV z Białogardu do Stanomina. Ja i Palinkiewicz pojechaliśmy na świnio-bicie, a druga brygada naprawiała tę linię. Ten mój kolega P. był na słupie kratowym i coś tam mostkował, kiedy do brygadzisty przyjechali Sowieci i kazali włączyć światło. Ten mówi, że tam pracują nasi, że nie można... A wojskowi rosyjscy na to, że nic ich to nie obchodzi, i że muszą mieć światło... I mimo protestów sami je włączyli..

O ile pracy na sieci można się było szybko nauczyć, o tyle eksploatacja urządzeń stacyjnych wymagała już pewnej wiedzy, a w kwestiach takich jak np. zabezpieczenia, niemieccy monterzy byli początkowo wręcz niezastąpieni. Dla Polaków organizowano kursy specjalistyczne, m.in. w Szczecinie. Jednym z pierwszych dokształconych w ten sposób przekaźnikowców był Stanisław Ościk.