Opis obrazka 1
Opis obrazka 2
Opis obrazka 3
Opis obrazka 4
Opis obrazka 5
Start Odbudowa Energetyki (1945-50) Demontaż w Elektrowni Białogard

Elektrownia Białogard  24,8 MWElektrownia białogardzka zlokalizowana była na rozległym terenie przy ul. Świdwińskiej.

Główny budynek mieścił pięć turbogeneratorów o łącznej mocy 24,8 MW. Turbiny napędzane były parą wytwarzaną w kotłach opalanych węglem.

Transport paliwa odbywał się mechanicznie, taśmociągami i specjalnymi wózkami. Na terenie elektrowni znajdowała się bocznica kolejowa, na którą podstawiano wagony z węglem.

Była tam też wieża z zainstalowanym gigantycznym dźwigiem, pozwalającym na zdejmowanie wprost z wagonów wielkich gabarytowo i ciężkich urządzeń, np. transformatorów, turbin.

W pobliżu budynku produkcyjnego i placu składowego na węgiel, rozlokowane były liczne obiekty pomocnicze, warsztaty, magazyny itp. Przy wjeździe na teren elektrowni stały (i stoją do dziś) dwa duże budynki administracyjne. Cały teren był ogrodzony i pilnowany przez straże.

Za płotem znajdowała się duża rozdzielnia i stacja transformatorowa 100/40/15 kV. Tu dochodziła linia wysokiego napięcia 100 kV ze Stargardu, stąd wychodziły linie 40 kV do Koszalina, Grzmiącej, Trzebiatowa i Świdwina. Prócz tego, w samym budynku znajdowała się rozdzielnia wnętrzowa.

Tak to wyglądało w chwili nadejścia frontu. Dwa, trzy miesiące później sytuacja przedstawiała się zgoła inaczej. Na teren elektrowni wkroczył radziecki „batalion zdobyczy wojennej pod dowództwem ppłk. Orłowa i jego zastępcy kpt. Lacinnika" z oficjalnym rozkazem demontażu trzech turbin z pomocniczymi urządzeniami mechanicznymi i elektrycznymi.

Tymczasem zdemontowano znacznie więcej. „Ponadplanowo" wywieziono m.in. przyrządy pomiarowe, liczniki, sprzęt biurowy - maszyny do pisania i powielacze, centralę telefoniczną na 75 przyłączeń, 50 aparatów telefonicznych itp.

Z magazynów elektrowni zabrano m.in. 40 ton przewodów miedzianych, 10 ton aluminiowych, 40 ton żelaznych i 12 bębnów kabli różnych przekrojów. Szczególnie dokuczliwą, odczuwaną jeszcze długo przez polskich pracowników, stratą było zajęcie centrali telefonicznej i samochodów osobowych.

Rosjanom spodobał się wielki dźwig zamontowany na wieży nad torami - wspomina E.Palinkiewicz. - Patrzyłem jak go demontowali. Robił to taki Niemiec, Schtrowald chyba się nazywał. Ależ to był„szpenio ". Łaził po tej konstrukcji na wysokości jak mucha. Nic się nie  bał. I tak kawałek po kawałku ! całą tę konstrukcję rozebrał. Została tylko wieża.

Udało się natomiast uchronić od wywózki, ważną dla systemu energetycznego, rozdzielnię przyelektrownianą 100 kV. Pomogli polscy żołnierze, którzy w tajemnicy przed Rosjanami wywieźli ciężarówkami i ukryli najważniejsze elementy tej rozdzielni.